You Tube >> Kanał e-przemek.pl

×

Błąd

[SIGPLUS_EXCEPTION_SOURCE] Image source is expected to be a full URL or a path relative to the image base folder specified in the back-end but /moszna2 is neither a URL nor a relative path to an existing file or folder.

Nurkowy weekend 4-6 luty 2011 - Historia pewnej latarki

wtorek, 08 luty 2011 00:02 Written by 

Weekend 4-6 luty 2011 zapowiadał się nieźle, ze względu na planowanych kilka nurkowych wydarzeń. Okazało się, że obfitował w jeszcze więcej, a do tego wzbogacony został kilkoma mniej i bardziej przyjemnymi niespodziankami. I tak jeszcze w piątek otrzymałem niespodziewanego maila następującej treści:

"Szanowni Państwo,

Miło mi poinformować, że przeszli Państwo pozytywnie I i II etap rekrutacji i dostali się Państwo na kurs "Archeologii Podwodnej" realizowany w naszym Instytucie (pełna lista osób powinna pojawić się dziś na stronie w zakładce aktualności). W załączniku przesyłam regulamin projektu.....Dlatego obecność na pierwszych zajęciach jest obowiązkowa.....W harmonogramie nie uwzględniony został jeszcze wyjazd wakacyjny na praktykę podwodną (terminy zostaną doprecyzowane podczas zajęć)......Zajęcia odbywać się będą w Instytucie Archeologii...".

Oznaczało to, że właśnie zostałem quasi-studentem Uniwersytetu Warszawskiego. quasi-, bo tak naprawdę zostałem uczestnikiem rocznego kursu organizowanego przez Instytut Archeologii.

Sobota - początek Kongresu-Nurgresu w PKiN - wizyta rodzinna. Pierwszą niespodzianką było to, że nie spotkałem tam prawie nikogo znajomego (pewnie było za rano). Drugą to, że jednak spotkałem kogoś, kogo znałem tylko z opowiadań i słynnej książki. Mowa tu o doktorze Jarosławie Krzyżaku z Krajowego Ośrodka Medycyny Hiperbarycznej. Następną niespodzianką było to, że po krótkiej rozmowie dostałem od niego dedykację w, nabytej po rabacie, najnowszej książce "Medycyna dla nurków w pigułce". Muszę przyznać, że po pierwszym jej przekartkowaniu, a odbywało się to w warunkach ciągłego stresu, bo w drodze do domu (za kierownicą), książka robi wrażenie swoją prostotą i konkretnością (nie wiem, czy takie słowo w ogłe istnieje, ale na pewno wszyscy będa wiedzieli, o co chodzi). Oprócz doktora Krzyżaka, nie znalazłem na targach, a zaznaczam, że nie byłem w stanie uczestniczyć w warsztatch i wykładach, nic co by mnie zainteresowało. Szczególnie, że ceny podwodnej obudowy do mojej lustrzanki, kilkukrotnie przewyższały cenę samego aparatu. Ponieważ była ze mną Marta, nawet nie pytałem wprost ile obudowy kosztują, tylko prosiłem, aby mi sprzedawcy napisali na folderkach. Skutery natomiast widniały tylko na plakatach i w reklamie na telewizorze sony przy wejściu. Synkowie Janek i Staszek oczywiście pozbierali wszystkie porozkładane na stoiskach naklejki, wisiorki z płetwami i cukierki. W pewnym momencie, tuż przy wejściu, Staszek omal nie zabrał małego zegarka Suunto, bo rzeczywiście wyglądał, jak gadżet reklamowy. Pani jednak była czujna i mu go z uśmiechem odebrała, na co Staszek wyszczerzył tylko zęba (lewa jedynka mu niedawno wypadła). I po sobocie.

  Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć i przejść do trybu prezentacji galerii

{gallery}/moszna2{/gallery}

Niedziela, 6 luty. Żyjemy i pracujemy w gospodarce rynkowej. Dlatego, w ramach konkurencyjnej do Kongresu-Nurgresu imprezy, udaliśmy się z Mariuszem do jednynej dostępnej w obręmie kilkunastu mil morskich, jaskiniowej lokalizacji. Tuż pod nosem. W Mosznie, Mosznej, czy jakkolwiek się odmienia nazwę tej miejscowości. Z nadzieją na dobrą wizurkę pod wodą, przemknęliśmy przez zabłocony i rozjechany trakt bez zbędnego postoju na garbie drogi, który robi wrażenie, jakby powstrzymał samochód nie jednego nurka w szalonym pędzie do dziury. Dalej, to juz tylko pasmo kolejnych niespodzianek:

  • Podstawowa latarka Mariusza zgasła, zanim się zapaliła.
  • Wizura pod wodą, zamiast pięknej, jak przystało na tę porę roku w jeziorach, ograniczała się do 1 m, a czasami nie widziałem poręczówki z 10 cm.
  • Pod wodą znaleźliśmy... rybki.. I żyły, co prawdopodobnie świadczy o tym, że zasadowy odczyn wody zmienił się w obojętny i tym samym atrakcyjność tego miejsca nurkowego spadła dramatycznie, bo nie ma już ryzyka wypalenia oczu.
  • Przy drugim wejściu do piwnic napotkaliśmy lód i dało się go wyłamać głową (miał jakieś 2-3 cm). Na kursach mówili, żę się nie da. Myth busted.
  • Mój Vyper, po swojej dwuletniej karierze, po raz pierwszy odmówił współpracy i to na amen.
  • Mariusz na własnej kieszeni poczuł, że przyczepianie lataki backupowej trytytką (taka plastikowa szybkozłączna klamra do kabli), kończy się tym, że do wody wchodzi się z dwoma latarkami, a wychodzi z jedną, a poszukiwania tej, która na powierzchnie nie wyszła razem z nurkiem kończą się na niczym. Jak znam życie, to za kilka miesięcy znajdzie ją Majki.

Zapraszam do obejrzenia filmu z tego nurkowania. Tradycyjnie - amatorszczyzna, ale:

  • Raz: W fillmie można poczytać komentarze.
  • Dwa: MUZYKA DO FILMU JEST LEGALNA, BO GRANA PRZEZ JANKA GŁĘBOCKIEGO (lat 9).

Zapraszamy!

Media

Powered by JS Network Solutions