You Tube >> Kanał e-przemek.pl

Kopalnia magnezytu w Sobótce - full version

poniedziałek, 06 grudzień 2010 09:07 Written by 

"Wleźliście do takiej dziury, a policji się boicie?” – powiedział zastępca komendanta zapraszając nas do wejścia do starego nie tkniętego upływającym czasem  budynku komendy policji w Sobótce. Rzeczywiście, wszyscy bez wyjątku niezapowiedziani obserwatorzy pochylając się nad wejściem do szybu, z którego kazano nam wyjść, a w którym mieliśmy (być może ostatni raz) przyjemność zanurkować, ze zdumienia i podziwu rzucali hasła typu: „ja pier...., jak wy żeście to zrobili, ale czy wy normalni jesteście”. Padło wiele słów pochwały :) I było by pewnie bardzo miło i fajnie, gdybyśmy w pewnym momencie nie dowiedzieli się, co tak naprawdę się stało. A wtedy na chwilę powietrze z nas uszło... Na szczęście cały „serwis” na policji był dosyć sprawny. Dla rozładowania kolejki Pan Komendant wezwał do pomocy piękną panią Policjant, która musiała w niedzielę wyrwać się na kilka godzin z domu. Przesłuchanie siedmiu chłopa nie trwało jednak całego dnia. A to już można uznać za sukces. Ale od początku...

Magnezyt,! Co to jest magnezyt? Przez cały czas trwania wyprawy, nikt nie zadał tego pytania. A wydawać by się mogło, że idąc do starej, zasypanej 30 lat temu kopalni tego surowca, każdy, łącznie ze mną, powinien to wiedzieć. Nie ma się jednak czemu dziwić biorąc pod uwagę poziom adrenaliny pompowany do moich żył w trakcie trwania całego przedsięwzięcia oraz kilka dni po. Do dzisiaj Sobótka kojarzyła mi się jedynie ze starym browarem, w którym można poćwiczyć nurkowanie overhead (ze stropem nad głową, bez możliwości wynurzenia się w każdej chwili) i z programem telewizyjnym dla dzieci z lat mojej młodości. Nie kojarzyłem jej z najpiękniejszym i jednym z najbardziej skomplikowanych pod kątem logistycznym miejsc nurkowych w naszym kraju. Osobiście do tego wyjazdu zacząłem przygotowywać się wcześniej. Oprócz umiejętności nurkowych, bezwarunkowo trzeba mieć dobrze opanowany zjazd w dół i wejście na górę technikami speleo. Przy okazji miałem pretekst, aby dokupić trochę nowego sprzętu: uprząż jaskiniowa, zestaw karabinków alpinistycznych itp. Zakładając, że jedno piętro przeciętnego bloku mieszkalnego ma 3 m wysokości (a ma mniej), w kopalni, przy wykorzystaniu liny, trzeba zjechać i wejść pięter w liczbie 14 + 2.

Żeby po kilkugodzinnej podróży z Warszawy nie pakować się od razu do czeluści starej kopalni postanowiliśmy wyjechać dzień wcześniej i przenocować w hotelu „pod Jelonkiem” na małych łóżkach niczym z bajki o krasnoludkach i królewnie Śnieżce. Bajkowy klimat utrzymał się do samego końca, a jak to w bajkach bywa elementy grozy radości, niedowierzania, snu na jawie przeplatają się ze sobą. Tak też było i w tym przypadku (ale pojechałem:). Na sen poświęciliśmy 4 godziny.

Akcja rozpoczęła się, jak przystało na miejscowość Sobótka, w sobotę rano spotkaniem blisko wejścia do kopalni, przypominającego wejście do kanału kanalizacyjnego w samym środku nowego osiedla domków jednorodzinnych, tuż obok powstającej restauracji... I to tam mieliśmy nurkować! Pamiętam, że jak byłem jeszcze bardzo młody, jednym z bardziej dotkliwych epitetów w stosunku do kolegów było nazwanie kogoś Szambonurek. Teraz, już jako mężczyzna w sile wieku, po raz pierwszy usłyszałem takie określenie pod swoim adresem. I to od kogo? Od żony, która po całej akcji, oglądała moje zdjęcie wsuwającego się do „studzienki kanalizacyjnej”. Główny nacisk przy wejściu do kopalni położony był na bezpieczeństwo. Dwie liny, sygnalizacja odbiornikami radiowymi, asekuracja powierzchniowa, bezpieczny zjazd przy wykorzystaniu technik jaskiniowych. Każdy najmniejszy błąd mógł się skończyć kilkudziesięciometrowym lotem w dół i lądowaniem w zalanym szybie, o ile wcześniej delikwent nie rozbiłby się o wystające elementy infrastruktury kopalni na wyższych poziomach.

Generalnie akcja miała składać się z kliku prostych kroków:

  1. Przetransportowanie 6 osób, kilkudziesięciu butli z gazami oraz sprzętu potrzebnego do przenocowania w kopalni na linie około 14 pięter w dół. Transport miał się odbyć do najniższego suchego poziomu kopalni. Na górze dla celów asekuracji miała zostać jedna osoba, z która komunikacja odbywała się poprzez łączność radiową.
  2. Na dole: przygotowanie sprzętu do nurkowania, rozłożenie rzeczy potrzebnych do noclegu.
  3. Przetransportowanie butli i sprzętu nurkowego z najniższego suchego korytarza, 6 metrów w dół do wody przy wykorzystaniu lin.
  4. Zjazd ubranych w skafandry nurków do wody 2 piętra w dół, założenie reszty ekwipunku z butlami.
  5. Nurkowanie na dwóch zalanych poziomach kopalni.
  6. Wyjście z wody i wyciągnięcie sprzętu ponownie na najniższy suchy korytarz kopalni.
  7. Nocleg w kopalni. Po głębszym nurkowaniu nie można poddawać organizmu dużemu wysiłkowi, a takim na pewno jest wyjście ponad 40 metrów na linie do góry.
  8. Wyciągnięcie sprzętu i wyjście wszystkich nurków na górę.

Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć i przejść do trybu prezentacji galerii

Rzeczywisty scenariusz prawie odzwierciedlał plan. Prawie. Jednak życie nie jest proste! Jest pełne dychotomii. Żeby można było uznać coś za proste, trzeba znać rzeczy trudne. Żeby można powiedzieć, że coś się udało, trzeba wiedzieć, jak wygląda coś, jak się schrzaniło. (znowu pojechałem:).

Na dole okazało się, że bajka trwa. To co na górze wygląda jak studzienka kanalizacyjna, na dole przypomina tolkienowskie krajobrazy kopalni Morii. Z setkami metrów korytarzy suchych i zalanych,  z zasypanymi przejściami, pozostałościami wyposażenia pracowników kopalni, elementami dawnej infrastruktury, stępli. Temperatura na dole około 14 stopni C; wilgotność – wysoka, ale niższa, niż w jaskiniach, jako, że aparaty i kamery działały bez problemów; zapach – czuć było trochę stęchłym bananem. Po prostu bajka!

Wszyscy, oprócz Jarka, który został na powierzchni i stamtąd nas asekurował, zjechaliśmy z całym naszym dobytkiem na dół, na najniższy suchy poziom kopalni. Zjazd na dół trwał prawie 4 godziny. Noclegowisko przygotowaliśmy w jedynym niezabłoconym miejscu kopalni i w miarę blisko szybu. Sklarowaliśmy graty do nurkowania. Dostęp do wody nie jest banalny. Trzeba się uporać z transportem całego sprzętu i siebie samego w skafandrze nurkowym kolejne 6m w dół. I dopiero po założeniu w wodzie ekwipunku na kark można się przez kilkadziesiąt minut delektować pięknem zalanej części kopalni. Tak jak pisałem wcześniej charakterystyka tego miejsca wymaga porządnej logistyki. Na szczęście w drużynie mieliśmy kilku bardzo doświadczonych w tej lokalizacji nurków-jaskiniowców. Komunikacja z powierzchnią zapewniona była dzięki zastosowaniu urządzeń radiowych. Jak każde z rozwiązań miały one swoje ograniczenia, a mianowicie będąc na dole kopalni, trzeba było być blisko szybu, żeby cokolwiek usłyszeć. Fale radiowe do nocelgowiska nie docierały, dlatego komunikacja z Jarkiem umówiona była o wcześniej ustalonych godzinach. Nie wszystko poszło jednak tak jak zaplanowaliśmy...

Jarek, po zakończeniu asekuracji zjazdu w dół naszej szóstki, czatował na górze. Czatował, pilnował i knował, aż do czasu, kiedy był zmuszony do doustnego przyjęcia lekarstwa i musiał na chwilę ewakuować się do domu.

W tym czasie na dole trwała poważna akcja... Dwie grupy nurków eksplorowały dwa dostępne zalane poziomy kopalni. Pierwsza dwuosobowa grupa badała wyższy poziom na głębokości około 6 metrów, druga grupa trzyosobowa robiła poważniejszego nura na średniej głębokości  30 metrów. Nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy.

Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć i przejść do trybu prezentacji galerii

{galery row=2 col=3}sobotka/wkopalni{/gallery}

Film z wnętrza kopalni kręcony amatorską kamerką:

*          *          *

Jarek, jeszcze będąc w domu, po doustnym przyjęciu tego, co trzeba, niespodziewanie otrzymał telefon od szwagra strażaka. Dramat!  „W kopalni był wypadek. Zginęli ludzie! 6 ludzi! Trwa akcja ratownicza!  O tragedii mówią w TVN24 i Polsat News! Ekipy specjalistyczne już jadą! Straż pożarna, policja, pogotowie, burmistrz miasta Sobótka, jednostki wodne i wysokościowe straży pożarnej (z pontonami na dachu samochodu), komora dekompresyjna we Wrocławiu zarezerwowana, prokuratura poinformowana :(

Nie zastanawiając się Jarek w dyrdy pospieszył na miejsce katastrofy. To, co zauważył nie mijało się wiele z relacją szwagra-strażaka. „Studzienka kanalizacyjna” otoczona była 30-40 migoczącymi niebieskimi dyskotekami samochodami strażackimi, policyjnymi i pogotowia; nad samą dziurą stała znaczna grupa strażaków z policją i burmistrzem. Niczym w amerykańskich filmach przerażony Jarek - naprawdę nie chciałbym być w tym czasie w jego skórze - przeskoczył taśmę okalającą dziurę z napisem „Polcja line – do not cross”. Jak to w amerykańskich filmach bywa, został powstrzymany przez głównego detektywa Tommy’ego Lee Jonesa i wypytany o szczegóły. Atmosfera trochę zelżałą, aczkolwiek nikt, nawet Jarek, nie miał pewności, co dzieje się na dole. Wejście przez studzienkę kanalizacyjną budziło grozę nawet jednostek wodnych, które przyjechały z pontonem na dachu samochodu. Komentarze typu, „co my z tym P2 tu zdziałamy”? świadczyły o bezradności naszych ratowników... Jedynymi możliwymi do podjęcia działaniami było świecenie potężną latarą strażacką w dziurę oraz próba wywołania nas na radiotelefonie przez Jarka. Zejście ratowników wysokościowych wisiało na włosku...

*          *          *

Po udanym, zajefajnym nurkowaniu podjąłem swój sprzęt fotograficzny i postanowiłem nadrobić  zaległości i wykonać kilka zdjęć kopalni, jeszcze tego dnia przed ułożeniem się do snu w brunatnym błotku. Trochę korytarzy z prawej strony, trochę z lewej, trochę zdjęć „artystycznych”. Podczas próby sfotografowania „studzienki kanalizacyjnej” od dołu zauważyłem migające silne światło z góry. Aby się odwdzięczyć Jarkowi błysnąłem mu flash’em. Na co on coś krzyknął z góry. Na co ja znowu mu: flash’em :) I pewnie, byśmy tak się „bawili” jeszcze chwilę, gdybym nie zrozumiał sądnych słów „Włącz kur... Radio!!!!”. Radio włączył Kowi.... Całą nasza piątka w skupieniu pochylona nad walki-talki wysłuchała słów Pana komendanta straży pożarnej. Odmeldowaliśmy się, kulturalnie przedstawiliśmy, zostaliśmy wypytani o kondycję fizyczną i psychiczną, i na koniec zostaliśmy zaproszeni na poranną kawę do komendy policji w Sobótce. Rozmowa radiotelefoniczna spowodowała w nas mieszane uczucia. Od zmartwień, że kopalnia zostanie zamknięta, po takie, że zamknięci zostaniemy my...Decyzja: Kowi i ja spadamy na górę. Kowi – porozmawiać z władzami, ja – poinformować nasze rodziny, że wszystko jest w najlepszym porządku, jako, że komunikat na pasku w TVN24 i Polsat News mógł wywołać wiele stresu u naszych najbliższych. Reszta „zbiera butle pozostawione jako depozyty – de facto wykonuje drugie nurkowanie”. No i tutaj niech ta reszta będzie milczeniem....

Kowi, po dotarciu na górę, został dogłębnie(!), prawdopodobnie łącznie ze zrobieniem lewatywy, przebadany przez karetkę pogotowia. Badania trwało około 1,5 godziny. Ja, ponieważ i tak nie mogłem się do nikogo z rodzin „poszkodowanych” dodzwonić, po dotarciu na powierzchnię postanowiłem poszperać w Internecie i poinformować potencjalnie zainteresowanych, że wszystko jest ok. Całe szczęście, bo informacja o akcji ratunkowej w kopalni rozeszła się po świecie nurkowym szybciej, niż rzeczywiście się rozpoczęła.

Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć i przejść do trybu prezentacji galerii

Dalej, calutką świętą noc, w towarzystwie strażaków z OSP Sobótka oraz raz na jakiś czas sprawdzających co się dzieje policjantów śledczych, wyciągaliśmy sprzęt i pozostałych uczestników wyprawy na górę.

To, co pozytywne w całej akcji, to:

  • Było to najpiękniejsze nurkowanie jaskiniowe w Polsce, w jakim brałem udział.
  • Całą akcja, zamiast ponad 48 godzin z noclegiem w kopalni, trwała 26 godzin, w zasadzie bezustannej naszej aktywności (zjazd w dół sprzętu i ludzi, nurkowanie, wyciągnięcie na górę sprzętu i ludzi). W 27 godzinie byliśmy już na komendzie policji w Sobótce.
  • Zastępca Komendanta Policji miał swoje 5 minut w telewizji dementując pogłoski, że jakoby trwa akcja podobna do tej w Chile, gdzie trzeba ratować zasypanych górników.. Chociaż miał nam trochę za złe, że sobotni wieczór spędził nad dziurą, a nie przy suto zastawionym stole.
  • Po raz pierwszy mieliśmy, chociaż z niej nie skorzystaliśmy, karetkę pogotowia, asekurującą nasze nurkowanie.
  • Dyskusje ze strażakami z OSP, którzy opowiedzieli nam o procedurze ewakuacji rannych i trupów w zdarzeniu masowym (jakiś system kolorów i mazaków – „czarne przegrywa, zielone przeżywa”).
  • TVN24 dostał złą informację od kogoś, kto ją zgłaszał na TVN24 Kontakt. Na szczęście na pasku informacyjnym była mowa o 6 górnikach, a nie nurkach. Tylko dlatego moja mamusia, która widziała komunikat, się nie zaniepokoiła. A widziała i współczuła kolejnym ofiarom górnictwa tym razem w Polsce. Polsat News miał informacje lepsze, ale na szczęście nikt ze znajomych tego programu nie ogląda.
  • NAJCENNIEJSZE: doświadczenie pokazujące, jak ważne jest przygotowanie całego otoczenia akcji, systemów bezpieczeństwa, informowania, ewakuacji itp. BYŁO TO BEZCENNE PRAKTYCZNE DOŚWIADCZENIE.

Co się działo dalej, na pewno łatwo się domyślić, biorąc pod uwagę początek tej relacji :)

Czy warto było?, Odpowiadając bardzo filozoficznie, wykorzystam słowa utworu kapeli Raz, Dwa, Trzy o tytule "Trudno nie wierzyć w nic". Oto te słowa:

Zapyta Bóg
w swym niebie
co dałem mu
od siebie
wierzyłem i
kochałem
i byłem tym kim chciał bym był
i żyłem jak chciał bym żył
i byłem kim miałem być

 

Kopalnia magnezytu w Sobótce.

Pierwsze znane nurkowania odbyły się bardzo niedawno, bo w  2009. W roku 2010 nurkowie z organizacji Grupa Nurków Jaskiniowych wyeksplorowali wszystkie dostępne korytarze mokre. Jedne źródła podają, że kopalnia zaczęła działać w roku 1920, inne, że przed I wojną światową. Wydobycie na pewno zakończono w roku 1963. Po zamknięciu kopalni, wszystkie wejścia do niej zostały zasypane (oprócz tego jednego), a na jej miejscu powstało stale rozrastające się osiedle domków jednorodzinnych. Jedynym obiektem naziemnym pozostałym po kopalni jest betonowa konstrukcja (wieża - ok. 10m wysokości) z ceglaną nadbudową - wg jednych szyb wentylacyjny, wg innych źródeł stanowisko transformatorów. Kopalnia magnezytu w Sobótce posiadała 3 szyby oraz sztolnię odwadniającą. Sztolnia jest obecnie całkowicie niedostępna, podobnie jak i 2 szyby. Jedyną znaną drogą wejścia do obiektu pozostawał zatem mityczny szyb Elza, pełniący pierwotnie funkcje pomocnicze. Poszukiwania tego szybu prowadziły różne grupy eksploracyjne - powodzeniem zakończyły się dopiero działania Instytutu Górnictwa Politechniki Wrocławskiej. Ze zrozumiałych względów lokalizacja szybu utrzymywana była jednak w tajemnicy. Część eksploratorów przypuszczała, że kopalnia jest dostępna także ze szczytu owej betonowej konstrukcji (domniemany szyb wentylacyjny)  Pierwszy poziom kopalni znajduje się już ok. 5m pod powierzchnią terenu (są to jeszcze przedwojenne wyrobiska)! Kolejne poziomy zalegają co kilka metrów - poziomy I, II i III są podsadzone i zamknięte ceglanymi tamami, dostępne jedynie na krótkich odcinkach. Dopiero poziomy IV, V, VI i VII zachowały się w nienaruszonym stanie. (źródło: www.tegroup.org.pl)

A tak na marginesie magnezyt to minerał metamorficzny, hydrotermalny, hipergeniczny (pod wpływem wody i dwutlenku węgla), tworzy żyły przecinające serpentynity. Jest składnikiem wielu skał osadowych. Bywa spotykany w towarzystwie: kalcytu, dolomitu, kwarcu, chalcedonu, opalu, talku, chlorytu. z zastosowaniem, jako:

  • surowiec dla przemysłu cementowego, papierniczego, metalurgicznego, szklarskiego,
  • surowiec do produkcji materiałów ogniotrwałych,
  • służy jako składnik mas ceramiki szlachetnej i specjalnej, w przemyśle chemicznymi farmaceutycznym; przy rafinacji cukru,
  • bywa wykorzystywany w budownictwie (tynki, cegły, posadzki),
  • służy do wzbogacania pasz dla bydła (zwiększa mleczność),
  • służy do produkcji nawozów, środków dezynfekujących,
  • bywa dodawany do soli (zapobiega jej zbrylaniu),
  • stanowi cenny kamień kolekcjonerski,
  • czasami bywa wykorzystany jako kamień jubilerski.

I jeszcze na zakończenie film Roberta, także uczestnika wyprawy:

Media

Joomla Social Extensions