You Tube >> Kanał e-przemek.pl

Industrialne klimaty w Mosznie - lipiec 2010

środa, 20 październik 2010 13:49 Written by 

Jest takie miejsce w powiecie pruszkowskim, gminie Brwinów, które prawie codziennie od 6 lat mijam w drodze do pracy. Stara, nigdy nie oddana do użytku elektrownia Pruszków II, z górującym majestatycznie prawie 300 metrowym kominem. Od kiedy tylko pamiętam zawsze ciekawiło mnie jedno z oblicz tego miejsca, jakim jest nurkowisko. Otóż, jak głosi nurkowa „legenda”, pod kominem w zalanych wodą piwnicach, znaleźć można kilkaset metrów korytarzy, mieszczących się na różnych poziomach. Jak głosi ta sama legenda woda w korytarzach, ze względu na pochodzenie nurkowiska ma charakter mocno zasadowy, co u odważnych nurków powodować może wypadanie włosów, częściowe lub całkowite zaczerwienienie ryjka, a w najgorszym przypadku chwilowe lub trwałe uszkodzenie narządu wzroku, nie wspominając już o zniszczeniu wiele lat kolekcjonowanego sprzętu.

Industrialne klimaty

Inne legendy wspominały nawet o radioaktywnych pokładach w piwnicach i zmutowanych żabach. O ile pierwsza część legendy zachęcała do nurkowania, druga powodowała podświadomy opór przed udaniem się tam. Pewnego razu jednak w przypływie głodu nurkowego, wspólnie z Mariuszem i Ryśkiem postanowiliśmy prosto po pracy, bardzo spontanicznie, spróbować swoich sił. Cóż, każdy  nałogowy palacz przeżył w swoim życiu moment kryzysu, kiedy to musiał z kilkunastu znalezionych niedopałków urobić coś, co symulowało malborasa light w wersji handmade.

Ciekawość ludzka nie zna granic. Spotkaliśmy się, każdy swoim wozem, przy zjeździe z głównej drogi. Rysiek, najbardziej doświadczony i najlepiej wyposażony poprowadził nas piaszczystą dojazdówką. Po drodze minęliśmy Pana, który ku mojemu zdziwieniu stanął na baczność i nam zasalutował. Do teraz zastanawiam się, czym to mogło być spowodowane. Najprostszym wytłumaczeniem jest to, że wielki czarny, z mocno przyciemnianymi szybami samochód Ryśka skojarzył się Panu z kolegami z pobliskiego Pruszkowa. Być może jednak był to efekt oparów radioaktywnych, których się gościu nawdychał.

Od kilku dni temperatura w cieniu utrzymywała się powyżej 30 stopni C, dzisiaj wynosiła 34. Zaparkowaliśmy na końcu drogi dojazdowej i ruszyliśmy w suchy obchód miejsca. Pomimo wysokich temperatur, okolice były mocno zalane, błotniste i porośnięte wszędobylskim krzakiem i pałką wodną. Odnaleźliśmy kilka miejsc, gdzie można było wejść do wody, postanowiliśmy jednak skorzystać z najbliższego naszych samochodów. Klimaty czysto industrialne – zalana betonowa pustynia, z wystającymi tu i tam drutami dwunastkami z ciemnobrunatną wodą. Tragizmu sytuacji dopełniała nazwa miejscowości, która brzmi Moszna. Nie wiem, czy nasze nurkowanie, a nawet sam pobyt tutaj był legalny, ale już sobie wyobrażałem te nagłówki gazet następnego dnia „jeden z dyrektorów firmy - największego operatora logistycznego wraz z dwoma pracownikami zapuścili się w okolice Moszny, gdzie zostali przyłapani na gorącym uczynku badając otoczenie sterczącego zarośniętego krzakami komina”.

Wysoka temperatura budziła w niektórych z nas wątpliwości, czy nie stracimy przytomności w drodze od samochodu do miejsca zanurzenia idąc w suchym skafandrze i całym rynsztunku. Jako wyposażenie dodatkowe zabraliśmy po butelce czystej gazowanej wody, żeby przed i po akcji przepłukać twarze. Udało się, na razie pierwszy etap. Po kolei weszliśmy do wody, ja, Mariusz i Rysiek, który zastabilizował i poprowadził poręczówkę. Zaraz po zanurzeniu ogarnęły nas jeszcze większe wątpliwości, czy był to dobry pomysł z tą całą wyprawą. Widoczność od 10 cm w porywach do 30. Mleko w wodzie. Trzeba było posłuchać kolegi Zgootka, który nas ostrzegał przed „syfem”. Jednak w miarę zanurzania się widoczność rosła, nawet do 3-4 m, a temperatura drastycznie malała, z 28 stopni na powierzchni do 8 stopni na głębokości 6 m. Dopłynęliśmy do stałej (!) poręczówki. Znaczy się ktoś tu bywa. Pokręciliśmy się to tu to tam, to w górę to w dół, wynurzając się w kilku miejscach, gdzie była taka możliwość. Jedną z atrakcji był znaleziony wózek na mleko. Drugą – celowo zepsuty przez Ryśka jego własny HID. Tylko po to, żeby mieć wymówkę i pożyczyć ode mnie mojego super wypasionego 5 watowego backupa Yellow Diving. Generalnie piwnice stanowią taki mały labirynt. Przy lepszej widoczności trafilibyśmy prawdopodobnie na jeszcze jeden korytarz, o którym dowiedzieliśmy się po fakcie.

Hmmm, generalnie było ciekawie. Nie wszystko zobaczyliśmy, będzie pretekst, żeby pojawić się tam jeszcze raz. Włosy nam nie wypadły; w nocy, przynajmniej ja się nie świeciłem; bardziej wyblaknąć nie wyblakłem; innych zagrożeń nie stwierdzono.

Następnym razem pojawimy się tu nie wcześniej niż we wrześniu, jak poprawi się widoczność. Wtedy będzie można tę lokalizację dokładnie obadać i może narysować. We’ll see.

Uczestnicy wypadu:

Rysiek, Mariusz, Przemek (wszyscy XDivers)

Dojazdówka zachwyciłaby nawet Hołowczyca, pewnie dlatego tak ględził przez Automapę.

 

Czasami waro przejrzeć fryzurę przed porzadnym nurkowaniem i spojrzeć sobie jeszcze raz w oczy

 

...słyszeliśmy, że od tej wody potrafią wypadać włosy. Owłosienie tej żaby, a w zasadzie jego brak, potwierdziło te wieści...

 

...czyhające na nurków druty dwunastki.....

 

...dzięcielina pała...

 

Moszna Stonehenge

 

....coś tam Mariusz mówił o jakiejś perspektywie, ale nie załapałem :)...

 

..piękny zestaw: przyroda-pała wodna z drutem dwunastką

 

...wewnątrz odkrycie- wózek inwalidzki

 

....a może to jest wózek na mleko...?

 

....Ryś w miejscu, gdzie Mariusz miał perspektywy :) tylko od pupu strony

 

Podwójna moc 5 Watowej latarki Yellow Diving, którą Rysiek, chce sobie kupić i dlatego specjalnie zepsuł swojego HIDa

 

...po wyjściu. Chyba nie za bardzo wiadomo, o co biega...

 

Ale akcja udana, miejmy nadzieję, że włosy nie wypadną od styczności z zasadową wodą....

Zdjęcja: Przemek oraz Mariusz i Rysiek po jednym.

Joomla Social Extensions