You Tube >> Kanał e-przemek.pl

Rumunia, Bułgaria, Morze Czarne - Wycisnąć z All Inclusive

środa, 24 sierpień 2011 13:26 Written by 

Tak więc ostatecznie teoria słuszności wyjazdów w trybie All Inclusive do wakacyjnych kurortów została obalona. Przynajmniej na jakiś czas Głęboccy pasują, mówią „nie” wygodzie...Niestety, po raz drugi w życiu, skuszeni beztroską w temacie wyzwań w kuchni  oraz perspektywą nicnierobieniem daliśmy się namówić (ha! w zasadzie sami namawialiśmy) na tę pozornie atrakcyjną formę „aktywnego” wypoczynku.

Aktywność takiego wypoczynku głównie polega na planowaniu, a następnie intensywnej realizacji planu. Każdego dnia. Generalnie codziennie plan dnia zapowiadał się podobnie intensywnie, a ostatnie dni były już naprawdę prawdziwym wyzwaniem fizycznym i psychicznym, do tego stopnia, że w trybie przyspieszonym musieliśmy odbyć zwiedzanie Rumunii w drodze powrotnej – przyczyna: jakiś katar żołądka, tudzież wirus u Staszka. Ale czy nie o to chodzi w „aktywnej” formie wypoczynku, żeby tak się zmęczyć w ciągu dnia, by nocą spać jak dziecko? Kłopot polegał tylko na tym, że planowanie dnia, a następnie intensywna realizacja planu ograniczała się do trzech punktów: w godzinach  7-11 – śniadanie; 12-16 – lunch; 18-21 – dinner;  w międzyczasie woda, przekąski i lokalne napoje alkoholowe, włączając w to piwo marki Zagaworskowo. Dla urozmaicenia, żeby nie było tak monotonnie, umożliwiono nam wybór miejsca, w którym można intensywnie spożyć zaplanowany posiłek. Na listę wyboru składały się: restauracja Alfa, restauracja Beta, restauracja Delta I, restauracja Delta II i jeszcze chyba Eta, wszystkie ułożone na planie koła o promieniu 100m ze ścieżkami  biegnącymi przez centralny plac basenowy z barkiem serwującym bezpłatne piwo.

Bardzo szybko, bo po trzech dniach, wszyscy, włączając najmłodsze pokolenie, które było głównym powodem wyboru takiej formy „aktywnego wypoczynku”, zdaliśmy sobie sprawę, że trzeba się ratować! Trzeba coś z tych All Inclusive Wczasów wycisnąć.  Co się udało wycisnąć? --> see pictures.

Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć:

Rumunia – przepiękna kraina, której niestety koloru nadaje jej egzotyka, w postaci pozostałości po rządach Nicolae Ceauşescu. W ramach spaceru samochodowego udało się nam obejrzeć miejscowości Oradea oraz Turda. W tej pierwszej w hotelu natrafiliśmy na kilka zespołów koszykarek rozgrywających właśnie Mistrzostwa Europy juniorek. Nie mogę powiedzieć, że były niedożywione, całość wykładanego na tarze śniadania w formie bufetu szwedzkiego znikała jednak jeszcze przed doniesieniem kolejnych porcji przez panie kelnerki do stołu,  nie mówiąc już o zepsutym expresie do kawy, który nie wytrzymał zmasowanego ataku strefowego. Podjąłem nawet próbę przeciśnięcia się przez tę strefę. Mam wrażenie, że niestety nie zostałem nawet zauważony – ktoś kto ma 210 cm musi się porządnie namęczyć, żeby pochylić głowę i zobaczyć chłopa o wzroście poniżej 180 cm. Po drodze z jednej miejscowości do drugiej mijaliśmy wszechobecne transylwańskie zapierające dech w piersiach krajobrazy. Niezapomniana pozostanie też przeprawa Szosą Transfogaraską, osiągającą 2034 m npm. W przewodniku napisano, że kierowca chcący wybrać się tą trasą musi mieć mocne nerwy i samochód. Moje doświadczenia są takie, że najpierw trzeba mieć o mocnych nerwach dzieci. Wszystko inne ma znaczenie drugorzędne.  Duże wrażenie zrobiła na nas także Jaskinia Niedźwiedzia – typowo turystyczna – jednakże niesamowita - z tysiącami zachowanych form krasowych.

Drugi nocleg spędziliśmy w Turdzie, trzeci w Ruse (Bułgaria) podziwiając z okna piękny Dunaj (nie wiem czy mogę napisać modry, bo nie znam tego koloru) przy blasku księżyca.

Rada dla wszystkich zainteresowanych Rumunią: Spieszcie się, bo unijne dotacje bardzo szybko doprowadzą tę piękną krainę do tak „oczekiwanego” przeciętnego poziomu unijnego:)

Z Ruse, już tylko chwila stresu wynikająca z konieczności przejazdu przez długie odcinki dawno nieremontowanych bułgarskich dróg i już w domu, a w zasadzie w Pomorie.  Pomimo fatalnej jakości asfaltu na drogach, optymizmem napawał mnie fakt, że mogą być drogi gorsze, niż ulica Pszczelińska w Brwinowie. Bułgaria ją odczarowała!

Na miejscu, najbardziej sprawdziło się to, co się zawsze sprawdza – woda, nurkowanie. Doświadczyliśmy wszelkich form nurkowania, w różnych kombinacjach: z dziećmi i bez dzieci, z żonami i bez żon, z rurkami, z butlami, w nocy, w dzień, na wrakach, na rafach, po polsku, po amerykańsku, po francusku. Niewątpliwie, największym nurkowym wydarzeniem całego pobytu było nurkowanie Marty!!! 1,5m z automatem z 4 litrowej butli przytwierdzonej z boku. Brawo!!!

Poważniejsze nurkowania, a było ich około 5 (w tym kontenerowiec Rodina), zrobiliśmy z centrum nurkowym Sredetz z miejscowości Kiten (z Antonem, Ivanem i Stefciem).

Tak więc, pomimo doskonałego towarzystwa i  generalnie bardzo dobrych warunków w hotelu, wczasom All Inclusive na jakiś czas mówimy NIE!

Kilka klipów muzycznych z pobytu z muzyką Village Kollektiv. Zapraszam!!! Najlepiej oglądać w trybie pełnego ekranu i rozdzielczości HD :)

 

Media

Joomla Social Extensions