You Tube >> Kanał e-przemek.pl

Jura krakowsko-częstochowska

niedziela, 31 październik 2010 00:46 Written by 

Dobrze, że o jaskini, do której mieliśmy się udać, w Internecie poczytałem dopiero w przeddzień wyprawy. Tym sposobem nie spałem tylko jedną noc. A jaskinia nie w kij dmuchał, bo najgłębsza znana na jurze krakowsko-częstochowskiej - Studnisko. To, że jest jaskinią suchą (nie trzeba w niej nurkować Śmiech) stanowiło raczej problem, niż było zaletą, bo konieczne było wykorzystanie technik speleo...

Studnisko - Jest to obecnie najgłębsza znana jaskinia Jury Krakowsko-Wieluńskiej. Znajduje się tu tez jedna z największych sal Jury, w każdym razie najwyższa. Fascynujący jest zwłaszcza widok z dołu tej sali, dający wrażeni, iż znajdujemy sie pod kopula bazyliki, której zwieńczenie rozświetla latarnia otworu wejściowego. Pionowy otwór poprzez krótki kominek prowadzi w stronę Komory Wejściowej. Jest to jedna z największych krasowych komór na terenie Wyżyny. Posiada wymiary 36 x 20 m przy 33 metrach wysokości. W miejscu zakończenia zjazdu dno jest pochyle, pokryte polewa naciekowa. Kontynuacja jaskini są kolejne sale: Pochyła, Nacieków Kalcytowych, Nacieków Piaszczystych i Zawaliskowa (do żadnej z nich nie dotarłem). Z poziomu - 41 m biegnie w dół stromy korytarz, opadający do głębokości - 75,5 m. Jest to największa głębokość osiągnięta w Jaskiniach Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej (źródło: www.sktj.pl)

 

Dzięki uprzejmości kolegi Zgootka i Ryśka, który ocenił moje możliwości na "dasz radę", wyposażony w pożyczoną i zalaną farbą olejną uprząż jaskiniową, bez najmniejszych chociażby umiejętności poruszania się po linie, pojechałem do miejscowości Olsztyn pod Częstochową. Do grupy dołączył jeszcze Mateusz, który podobnie jak ja w tematach jeżdżenia po linach był żółtodziobem. Dobrzę, że patrząc w dziurę z góry, w otchłań jaskini nic nie było widać. Niestety po spuszczeniu przez Ryśka przywiązanej liny na dół, przez bardzo długi okres, także nic nie było słychać. Buło za to czuć - rosnącą adrenalinę.

Zjazdu po linie nauczył mnie Rysiek na 5 minut przed wejściem do 40 metrowej czeluści. Oczywiście w tym momencie o sposobach wejścia nie miałem zielonego pojęcia. Trochę się Rysiek nie zorientował, bo mógł na dole zażyczyć sobie np. 300 złotych za naukę. Zapłacił bym, nie miał bym innego wyjścia. Zjazd przebiegł bez problemu i zablokowania shunta. Cokolwiek to znaczy, gdyby się zdarzyło, musiałbym przeprowadzać jakieś dramatycznie trudne operacje na przyrządach, dyndająć kilkadziesiąt metrów nad ziemią w szerokiej na kilkadziesiąt metrów studni. Po zjechaniu na dół taternik jaskiniowy Jacek odebrał mnie i poczekaliśmy na resztę brygady. O pomyśle dojścia do końca jaskini dowiedziałem się na dole i podjąłem próbę... a jak. W pewnym momencie jednak postanowiłem odpuścić i poczekać w miejscu, gdzie można było spokojnie stanąć na powrót kolegów. Ponieważ nie wiedziałem, ile czasu zajmie im dotarcie do końca jaskini i powrót, nie wiedziałem także, że decyduję się na ponad godzinne samotne słuchanie ciszy. Rzeczywiście oczekiwanie w jaskini pokazuje, co to jest prawdziwa cisza... Uderzenia serca i raz na kiladziesiąt sekund kapnięcie kropli wody.. Dane mi było także posłuchać samotnie kompletnej ciszy w kompletnej ciemności. Oczekując na powrót kolegów zgasła mi jedna z dwóch posiadanych latarek. Drugą, aby w razie czego móc wrócić do komina, wyłączyłem sam. Polecam takie doświadecznie. Daje wiele do myślenia. Po około godzinie usłyszałem dalekie sapania kolegów i przekleństwa Mateusza. Dołączyli do mnie, wróciliśmy do komina i...ale jak się wspiąć na górę? Tradycyjnie, Rysiek bez cienia emocji, pokazał "prostą" technikę wychodzenia na przyrządach i ruszyłem w górę... 45 minut!!! Coś, co wprawnie poruszającemu się po linie zajmuje 15 minut, mi zajęło 45. W dodatku wycieńczyło mnie do tego stopnia, że 3 m przed wyjściem musiłem odczekać kilka minut, zanim znalazłem siły do wyjścia.

Koledzy udali się jeszcze do jaskini Koralowej, ja odpuściłem i ... żałuję.

(źródło: www.sktj.pl)

Efekt: za kilka dni udałem się do Warszawskiego Klubu Speleologicznego na spotkanie organizacyjne kursu na taternika jaskiniowego. Jeszcze nic z tego nie wyszło, ale wkrótce wyjdzie! Mam nadzieję, że razem z Martą.

Kilka fotek by Jacek Zgutka i Mateusz Nawrot:

Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć i przejść do trybu prezentacji galerii


Wyprawa odbyła 9 marca 2010.

Joomla Social Extensions