You Tube >> Kanał e-przemek.pl

Rzędkowicka wspinaczka - lipiec 2012

środa, 18 lipiec 2012 15:52 Written by  Przemek

Żeby przeżyć coś niezapomnianego, trzeba po prostu dobrze trafić. Proste! Jura Krakowsko - Częstochowska, Rzędkowice, bar u Stacha, namiot, skałki, burze w nocy, skwar w dzień i jak zwykle to co najważniejsze – wyjątkowe towarzystwo.

Już na dobry początek, pod pozorem zbyt dużej różnicy wag, chociaż wzrostowo aż tak bardzo się nie różnimy, para Głębocki - Głębocka została brutalnie rozdzielona.  Oznaczało to, że muszę oddać odpowiedzialność za bezpieczeństwo Marty jej tymczasowemu(!) partnerowi Marcinowi. Sam natomiast nie musiałem się o nic martwić, bo o moje bezpieczeństwo troszczył się Rafał (sic). I w takich oto parach Marta-Marcin i Rafał-Przemek, pod czujnym okiem Krzyśka i Celiny, ruszyliśmy dzielnie na przygotowane przez naturę i poprawione przez człowieka (wyślizgane) trasy wspinaczkowe. Teraz jak sobie kalkuluję, to różnica w wagach pomiędzy mną a Rafałem była większa niż pomiędzy mną a Martą. Jakim więc cudem dałem się przekonać, że rozdzielnie mnie z nią jest konieczne? Nie wiem. Widać doświadczeni instruktorzy mają jakieś swoje tajemne… 

{jcomments on}Już pierwszego dnia okazało się, że brutalny podział rodziny był zasadny, ze względu na wytrzymałość mojego mięśnia sercowego. Nie dość że martwiłem się o siebie i swoje możliwości, to jeszcze musiałbym obserwować niezwykłe poczynania mojej drogiej żony na dosyć pokaźnych wysokościach i trudnych trasach. Nie po raz pierwszy okazało się, że w Marcie drzemie jakiś ukryty talent. No cóż w rodzinie musi być harmonia: jeden ma nadwagę, druga równowagę; jedna jest spokojna, drugi jest mniej; jedna po ścianach wspina się jak kozica, drugi bardziej… inne rzeczy.

 

Marta łoi...

 

 

Wspinanie jest generalnie ciekawym sportem. Sportem niewiary. Stojąc pod ścianą nie wierzy się, że się ją pokona, a stojąc na szczycie nie wierzy się, że się ją pokonało.

Oprócz ostrego działania w dzień, twórcza atmosfera wieczorów pozwoliła wypracować kilka nowych ciekawych prawd życiowych. See below:

To jest moje 5 minut. Działamy, bo zaraz znowu wracam do domu, do garów :(

A te pojemniki na ściankach ze święconą wodą to tak specjalnie postawiali przed każdym trudniejszym manewrem, żeby można się było przeżegnać

- Jestem na górze!

- To jaką komendę się podaję?

- Zaliczyłem!!!?

Nowa instrukcja. Wspinacz wciągany przez swojego partnera: "Ostro wybierz!"

Uwaga, można używać tylko i wyłącznie, jak nie widzi instruktor.

Prawdziwa siła techniki się nie boi
Żenada! I znowu karabinek zamkiem do ściany!
Albo mnie to zabije, albo nauczy latać.
Cytat klasyka: "Kursant trafiony celną kur..ą z rana, nabiera trzeźwości myślenia i pewności ruchów".
Apteka? Biblioteka? Budynek publiczny, to budynek publiczny...
Uprzedzę Twoje pytanie. Tak, tak, z Martą wszystko w porządku. Wisi na ścianie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie wiem też, czy się nie przesłyszałem w wyniku tego, że ze zmęczenia język często mi się wplątywał w linę, ale wydaje mi się, że z ust Krzyśka w którymś momencie padło pytanie „to co we wrześniu też łoimy?”. Hmmm. Kto jest w stanie to potwierdzić?

Więcej zdjęć (by Przemek, Celina i Krzysiek):

Aby powiększyć zdjęcie kliknij na miniaturkę.

I film. Wyszło znowu na to, że rodzinny. Nie będąc z Martą w parze, miałem mnóstwo możliwości, żeby ją filmować.

Media

Powered by JS Network Solutions