You Tube >> Kanał e-przemek.pl

Ultra marzenia do wielokrotnego spełnienia - Rzeźnik 2018

niedziela, 03 czerwiec 2018 03:02 Written by 

Kto by pomyślał? To już po raz siódmy, kiedy lądujemy w Bieszczadach w ciągu ostatnich 4 lat. Po raz czwarty na Festiwalu Rzeźnika. W moim przypadku po raz trzeci biorąc udział w najkultowszym z kultowych biegów. Z roku na rok postęp zrobić wypada, dlatego też w tegorocznym biegu wystartowaliśmy po raz pierwszy w parze z Martą! Z żoną Martą, która jeszcze rok temu zarzekała się, że NIGDY, PRZENIGDY! A że twardą kobietą jest, to zrobiła, co do niej należało.

Tegoroczni Rzeźniccy debiutanci: Leszek i Rysiek. I jak zwykle niezawodni kibice, tym razem w osobach Agnieszki, Hani, Tomka, Mikołaja i jeszcze jednej młodej istoty, której imienia nie pomnę i bardzo za to przepraszam. I my, Rodzina Głębockich.

Sam bieg, jak to długi bieg 80 kilometrowy. Z założenia nie łatwy. Dodatkowo we znaki dał się upał. I chociaż każdego roku wydaje się, że w temacie upału gorzej być nie może, otóż MOŻE!  Trasa, chociaż taka sama, jak w dwóch poprzednich latach, spowodowała, że znakomita część par nie dobiegła zupełnie do mety lub dobiegła po zdefiniowanym przez organizatorów limicie. W tym kontekście rezultaty naszych debiutanckich par wyglądają naprawdę bardzo dobrze. Biegnąc w tym upale i obserwując szybko uciekający czas, zastanawiałem się, jak to było możliwe w ubiegłym roku zejść poniżej 12 godzin na identycznej trasie.

Kryzysy na tak długiej trasie - rzecz oczywista. Marta złapała go pierwsza. Moje próby motywacji skończyły się głośnym okrzykiem "Przestań mówić!!!" z uniesionymi w górę, niczym ksiądz w trakcie sprawowania ofiary, rękoma. Po tym już, przez kolejne 20 km wiedziałem gdzie moje miejsce jest. Kolejny kryzys spotkał mnie, zdecydowanie po zjedzeniu 2 kg jogurtu doprawionego bananami i owsianką na śniadanie o 2:00 w nocy. Mimo wszystko, i to o dziwo bez większych awantur rodzinnych, dotarliśmy do 50 km na przepak w Smereku. Tam w Martę wstąpił demon i ja już nic więcej do powiedzenia nie miałem. Zaczęła wyprzedzać wszystkich, których wypatrzyła na horyzoncie. Pary damskie, pary męskie, pary mieszane, bez znaczenia. Do przodu, do mety! 14h 48min i 221 miejsce na 677 par (nie rozróżniając, czy były to pary męskie, czy damskie), 41 miejsce w MIXie. Ze wszystkich 677 par tylko 414 zmieściło się w limicie czasu. Niech o mocy żony mojej świadczy fakt, że od Smereka do mety wyprzedziła 122 pary (244 osoby)! Była moc!!!

Gratki też dla debiutantów Leszek and Ricardo - 137 miejsce i czas poniżej 13h 53min  to rewelacyjny rezultat !

Narażę się Leszkowi, jeżeli powiem, że dwa ostatni podbiegi (podejścia) były własnie na miarę Rzeźnika. Przyznam, że nie pamiętam ich takich strasznych z roku poprzedniego. Dywagacje związane z przyczynami tak niskiego mieszczenia się w limitach też bym pominął. Bieg wymagający, gorąco było. Nazwa adekwatna! Tyle :)

Tradycyjnie też, w celu skompletowania wypadu, następnego dnia wspięliśmy się na najwyższy szczyt masywu Tarnicę. Po zejściu z niego nic już nie było takie same, łącznie z naszymi nogami :)

 

 

Media

Powered by JS Network Solutions